Dobroczynność. Z rozważań wrażliwca.

Zimowa dobroć serca

Jednym z oblicz grudnia bez wątpienia jest dobroczynność. Całkiem naturalnie, niewymuszenie wpisuje się ona w klimat tego miesiąca. Bo to czas na zmiękczenie serc, na ukazanie swego ludzkiego oblicza. Choć raz w roku.

Gdy świat za oknem pomalowany białym mrozem, w mieszkaniach ciepło i przytulnie, Andersenowskie sieroty, ofiary ludzkiej bezduszności, same stają przed oczami. Dziewczynka  z zapałkami – na przykład. I momentalnie chcemy jej ulżyć – już sięgamy do kieszeni, aby kupić od niej cały zapas. Badania wskazują, że Polacy najszczodrzej pomagają właśnie zimą.

Tłum potrzebujących

Czy jednak nie męczą nas wszystkich te żebrzące sierotki wyłaniające się co rusz z co drugiego posta na Facebooku, z kolejnego mijanego w drodze do pracy billboardu? Śmiertelnie chore maleństwa, pokrzywdzeni w wypadkach dorośli, bezdomne kociaki i psy maltretowane przez niedobrego człowieka, rencista po amputacji nogi…

Przyznajmy szczerze, że przecież nie jesteśmy w stanie ulitować się nad każdym biedactwem. Choć wielokrotnie boli nas serce, obojętnie odwracamy wzrok i nie zauważamy problemu. Przecież nie kupimy wszystkich zapałek od każdej dziewczynki na rogu każdego miasta na świecie!

Moda na pomaganie

Ponadto można też odnieść wrażenie, że filantropia stała się obecnie elementem budowania dobrego wizerunku firm, znanych marek, celebrytów. Modnie jest być dobrym. Pomaganie słabszym to cenny dla własnej rozpoznawalności gest, zwłaszcza, jeśli nie trzeba liczyć się z wydatkami – kto z nas nigdy tak nie pomyślał, ręka w górę!

Od początku

W tym miejscu pauza. Zaglądamy do słownika i raz jeszcze odczytujemy znaczenie tego pojęcia. Otóż dobroczynność to udzielanie pomocy innym osobom bezinteresownie. Bo philantrophos to po prostu kochający ludzkość. Aby wzmocnić w sobie konieczność niesienia pomocy bliźnim w potrzebie, mimo wszystko, można też spojrzeć na kwestię dobroczynności w aspekcie psychologicznych korzyści dla własnego ja. To nic złego!

Korzyści z pomagania?

Po pierwsze: człowieczeństwo. Pomaganie innym pozwala na realizację własnego człowieczeństwa. Zrozumienia i słuchania potrzeb drugiego człowieka też trzeba się nauczyć. Treningiem jest właśnie dobroczynność. Po rozpoznaniu potrzeb można przystąpić do udzielania konkretnej pomocy. Wsparcie bliźniego to najwyższa forma bycia człowiekiem. Bezinteresowne pomaganie sprawia, że sami czujemy się lepiej.

Oswajanie świata.

Niesienie pomocy powoduje, że świat staje się lepszym miejscem, wspólnym. Oswajamy bezduszną, bezimienną przestrzeń.

Satysfakcja gwarantowana.

Już Seneka stwierdził, że najlepszym sposobem na uszczęśliwienie samego siebie jest uszczęśliwienie kogoś innego. A współczesne badania potwierdzają, że szlachetne gesty stymulują wydzielanie dopaminy – ważnego neuroprzekaźnika.

Idea dobroczynności

Dobroczynność to świecka idea niesienia pomocy przez osoby indywidulane, grupy, instytucje i przedsiębiorstwa bazująca na humanitaryzmie. Ma zaspokajać potrzeby jednostek, wspólnot i społeczności lokalnych w wymiarze materialnym, duchowym i moralnym.

Pod rozwagę

Na koniec tych niełatwych dywagacji rozważmy dwie kwestie.

Po pierwsze:  słowa Jacka Londona: „Dobroczynność nie polega na dawaniu kości psu. Dobroczynność to kość dzielona z psem wówczas, gdy jesteś równie głodny jak on.”

A po wtóre: „Prawdziwy filantrop jest zawsze anonimowy; filantrop znany – nigdy nie bywa bezinteresowny.” (S. Pacek).

Zostaw Komentarz

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie wpisy

Babcia i dziadek – po co nam oni?

Babcia i dziadek – po co nam oni?

Dziadkowie to osoby, które najtrwalej zapisują się w naszej pamięci i funkcjonują tam na zawsze. Wiąże się z nimi wiele ciepłych wspomnień, stanowią nieodłączną część naszego dzieciństwa. Budują przynależność rodzinną i zakorzeniają nas w tradycjach i obyczajach.